Plagiaty w sieci nie popłacają
Maciek z MediaFun poprosił mnie o wypowiedź w temacie “cytowania” treści na blogach (i nie tylko). Maciek poruszył temat na przykładzie jednej pani, która “pisze” bloga przy pomocy niezawodnej technologii Ctrl+C, Ctrl+V. Plagiat bo tak to trzeba nazwać jest co raz częstszym zjawiskiem w (naszej) sieci.
Pisałem ostatnio o podobnym przypadku, analogiczna sytuacja spotkała LukeM i pewnie wielu wielu innych. Problem poruszył też Krzysztof Urbanowicz.
Monika Czaplicka
Pani Monika Czaplicka, mam nadzieję zapozna się z przytaczanymi wpisami. W szczególności polecam jej swój “case”, który przytoczyłem u Maćka:
Ja jako początkujący bloger, nie znający jeszcze dobrze standardów sieciowych, sam popełniłem podobny błąd, ale dla mnie była to gorzka, lecz skuteczna lekcja.
Swego czasu postanowiłem napisać o pliku robots.txt. Jako, że moja wiedza jako początkującego w tematyce blogów opierała się w dużej mierze na treściach wyszukanych w sieci (o czym informowała nawet swego czasu strona „about”), podobnie postąpiłem w tym przypadku: przeszukałem sieć, znalazłem jakieś 3 czy 4 artykuły, które traktowały na interesujący mnie temat (plik robots.txt) dość obszernie. Kiedy przyjrzałem im się dokładnie okazało się, że tak na dobrą sprawę jeden z nich w zupełności wyczerpuje temat.
Udało mi się uzyskać zgodę autorki tekstu na tłumaczenie i publikację na zasadach „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”, za to do dziś (!) nie dostałem odpowiedzi od właścicieli serwisu na którym był zamieszczony wpis. Błąd mój zaś polegał na tym, że po przetłumaczeniu i lekkim liftingu nie podlinkowałem oryginalnego tekstu. Młody byłem i głupi to też na pierwsze uszczypliwe uwagi na ten temat zareagowałem zacietrzewieniem, to był drugi błąd, jaki popełniłem – pierwszym było usunięcie, maila, który mógłby udokumentować moją wersję wydarzeń. Jednak od tamtej pory zawsze staram się podawać takie informacje, jeśli tylko korzystam z określonych źródeł informacji.
Po co?
Sam ostatnio walczę z dwoma co najmniej domorosłymi pozycjonerami, którzy usilnie walczą o bana od Googli. Niestety narzędzia do pobierania i duplikowania treści w sieci są tak proste w obsłudze, że każde dziecko może sobie coś takiego stworzyć. Mylą się Ci, którzy myślą, że w ten sposób stworzą “markę” w sieci, że wypromują swoje nazwisko. Nie tędy droga. Internauci zbyt sprawnie i zbyt szybko wychwytują takie “numery” i szybko je nagłaśniają. Chyba, że ktoś jak p. Czaplicka wychodzi z założenia, że nie ważne jak się mówi….
Na teorie tej pani, opierającej Marketing Szeptany na zakładaniu kilku(nastu?) fake-userów na forach internetowych i “animowaniu” dyskusji spuszczę zasłonę milczenia, bo mimo iż o marketingu może nie mam większego pojęcia to forami (nie tylko od strony technicznej) troszkę się zajmowałem i kiedy słyszę takie teorie “experta” to nie wiem: śmiać sie czy płakać.
Komentarz do komentarza
Pani Czaplicka sprawnie zareagowała na wpis u Maćka:
Panie Maćku, ja do Pana z takim szacunkiem, a Pan uważa, że ja pozycjonuję jakieś słowa. Niestety – o pozycjonowaniu pojęcia nie mam. Oczywiście wpisy, które Pan sobie zażyczył wykasuję.
Jak widać nie tylko o pozycjonowaniu… O tym też miałem okazję porozmawiać z Maćkiem i stwierdziliśmy rzecz zupełnie chyba oczywistą, że to nie On ma pilnować czy p. Monika go właśnie okrada czy nie, tylko ona powinna pytać o możliwość wykorzystania każdego jednego wpisu.
Ja oczywiście nie mam nic przeciwko, aby umieszczał Pan fragmenty mojego bloga u siebie. Uważam to mimo wszystko za zaszczyt.
Ręce mi opadły. Wyobraźcie sobie: Maciek pisze wpis, ona go kopiuje, a nastęnie Maciek cytuje jej bloga ze swoim wpisem – paranoja! Ponad to – cytuje się raczej wartościowe treści, a nie…
“w imię nibypromocji ciekawych treści z internetu” – ja nie promuję ciekawych treści, bo każdy robi to we własnym zakresie. Ja staram się kolekcjonować ciekawe treści.
OK, kto na ochotnika wytłumaczy pani różnicę między blogiem a delicjami?
Tak czy inaczej zapraszam do odwiedzania go. Mimo mi gościć takich znanych expertów od reklam, mediów i blogowania.
Na mnie proszę nie liczyć!
Update: Blog przy kawie również poruszył ten temat.
A czego to wszystko dowodzi? Jedynie tego, że tzw. fachowcy od reklamy w ogromnej większości chyba jeszcze nie mają pojęcia jaki potencjał tkwi w sieci i “jak to działa”.
Like



Komentarze
Dodaj swój komentarzA właśnie – o co chodzi z tym trackiem w góry (pierwszy komentarz)? Bo już to widziałem na paru blogach. Też próba ściągnięcia ludzi klikających w reklamy? Jak można taki syf blokować?
@Teloch, właśnie usunąłem. Nie wiem kto to: jogos-wii-ps3.info – nie mogę znaleźć właściciela :/ A ciągnie wszystkie moje wpisy :[
Moje też ciągnie, ale już lądują w spam-koszu. ;)
Po ataku jaki przeprowadzono na mojego bloga nastała cisza. Nikt nie kopiuje treści – i dobrze.
Niestety, ale ludzie zamiast tworzyć coś własnego, bezczelnie kopiują twórczość innych… Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak się ich złapie na gorącym uczynku, próbują się wymigać od poniesienia jakiejkolwiek odpowiedzialności.
to prawda, jogos-wii-ps3.info to jakiś niezły spryciarz, przedarł mi się parę razy przez akismeta,
Chwilowo padła mu baza, może nie wstanie ;)
1. A blogosfera nie zapomina, pani Monika w internecie jest juz raczej spalona (no chyba że faktycznie “nieważne jak mówią byle mówili“). Kto jeszcze pamięta o poprzedniej blogowej (i nie tylko) plagiatorce, Elizie Michalik?
Pisałem jakiś czas temu o zaufaniu blogosfery – trudno zdobyć, łatwo stracić – i to raczej już na zawsze.
2. Ten wii-ps3 ode mnie też ciągnie, jeszcze taki jakiś t-v-n.info bodajże też – trackbacki lądują w spamie, ale bardziej nie zamierzam walczyć, moje wpisy mają licencję cc by-sa, więc każdy może z nich korzystać ;)
myslalam, ze tylko my mamy takie problemy.
moge podeslac jeszcze kilka takich adresow splogow, ktore “pozyczaja” sobie wpisy.
Czekam na odpowiedź od GoDaddy.com odnośnie tego jogos-cośtam, ale czy się doczekam?
Co do tytuły, to jest on nieprawdziwy, plagiat popłaca, ale jest niemoralny :)
Nie, nie – wszystko się zgadza: Nie popłacają.
Pawle, akurat jesteśmy w temacie:
http://poradnikwebmastera.blox.....jebiz.html
Nazwanie “plagiatem”, “kradzieżą”, “złodziejem” jest co najmniej nieporozumieniem. A dokładniej pomówieniem. I świadczy niezbicie o nieznajomości prawa autorskiego.
Przedruk i cytat jest dozwolony bez zgody autora. Zarówno bez wyrażenia zgody ale także wbrew jego zakazowi.
Istotne jest:
- nie dotyczy programów komputerowych i projektów architektonicznych;
- cytat może być wykorzystany w ramach bezpłatnego użytku dozwolonego;
- za przedruk pełnego tekstu (może nastąpić bez zgody autora lub wbrew jego zakazowi) właścicielowi praw majątkowych (czyli zwykle autorowi) przysługuje honorarium, z którego można jednak zrezygnować;
- zarówno przedruk jak i cytat musi być oznaczony co do źródła lub autora i nazwy dzieła;
Prasa papierowa wykorzystuje pełne przedruki dość często. Wcześniej nie jest konieczne prowadzenie żadnych negocjacji na ten temat, aczkolwiek jest to przydatne ze względu na ew. stałą współpracę i wynegocjowanie korzystnych warunków finansowych.
http://www.freepress.org.pl/pk3.html :
“Teksty wcześniej publikowane można cytować i przedrukowywać bez niczyjej zgody. W wypadku przedruku należy zapłacić honorarium autorowi oraz podać źródło, z którego pochodzi cytat”
Pingi i Trackbacki
Publiczny lincz – czyli o tym, że niektórzy nie rozumieją Internetu…
Ostatnio jesteśmy świadkami ciekawego procesu – linczu w blogosferze. Chodzi oczywiście o panią Monikę Czaplicką, której niechlubne praktyki zostały skomentowane na kilku poczytnych blogach.
Nie chcę się dołączać do linczu, pragnę jedynie zwrócić uwagę na siłę Internetu, która często pozostaje niedoceniana. [...]
[...] o marketingu. Sporo informacji na temat jej wyczynów możecie znaleźć na: blog.mediafun.pl, webfan.pl, czy też na blogu Krzysztofa [...]