Podpisuj swoje komentarze!
Dziś będzie krótko o pewnej chorobie – wręcz o pladze!
Czytam wiele komentarzy na różnych blogach. Zauważam, że spora część początkujących blogerów miewa problemy z własną tożsamością lub nie umie się podpisać. Nie wiem, który z problemów częściej się ujawnia ponieważ trudno jednoznacznie stwierdzić po zaobserwowanych objawach..
Naucz się podpisywać!
Szablony komentarzy zawierają co najmniej 2 pola: Imię / nick oraz treść. Przeznaczenie drugiego jest raczej jasne i tu interpretacje nie nastręczają problemów, co innego pierwsze pole! Otóż drogi blogerze pole nick/Imię nie służy do wpisywania nazwy bloga czy słów kluczowych pod jakie chcesz “pozycjonować” swoją stronę.
Powód 1. Linki “pod” nickiem przeważnie wyposażone są w nofollow, więc możesz sobie odpuścić podpisywanie sę jako “Tanie kredyty samochodowe” czy “Ogłoszenia-PipidówekDolny” – to nic nie da.
Powód 2. Nie bądź chamem! Wpisując nick przedstawiasz się autorowi bloga oraz innym komentującym i czytającym. Czy wyobrażasz sobie aby Larry Page przedstawiał się jako Google Inc.?! Czy wyobrażasz sobie aby ktokolwiek przedstawiał się nie swoim imieniem i nazwiskiem tylko za pomocą nazwy swojej firmy? Tak więc zanim zaczniesz coś mówić – przedstaw się. Nie mów mi gdzie pracujesz, co robisz w wolnym czasie ani jak się wabi Twój kot – powiedz mi jak mam się do Ciebie zwracać.
Czy jesteś swoim blogiem?
Nie jesteś swoim blogiem, prawda? Więc nie przedstawiaj się jako blog. Jesteś człowiekiem – przestawiaj się więc jak człowiek. Pewien wyjątek mogą stanowić tutaj osoby prowadzące blogi osobiste (choć nie tylko) w domenie zawierającej własny nick lub imię, nazwisko etc. W ich przypadku te nazwy się pokrywają więc podpisując się nickiem podpisują się też nazwą bloga – ja jednak interpretuję to jako użycie nicka i wierzę, że robią to z takim właśnie zamysłem. W sieci mamy ten komfort, że nie ma przymusu ujawniania swoich danych personalnych. Jednakowoż zawsze można się podpisać ksywką, więc używaj jej!
Osobiście drażni mnie też zostawianie “sygnaturki” na końcu każdego komentarza. To nie jest oficjalny list! To komentarz na blogu – wpisz nicki nie pozdrawiaj mnie na końcu każdej wypowiedzi! Choć to może akurat może moje osobiste skrzywienie ;)
Zaznaczam, że nie “czepiam się” nikogo, tylko zwracam uwagę na pewne zachowania nie pasujące do sytuacji i otoczenia (moim skromnym zdaniem).
RSS
trackback
Drukuj wpis





























13 listopada 2007 - 00:16
A ja osobiście lubię, jeśli pod nickiem jest miejsce na adres strony. Wtedy zawsze mogę lepiej poznać daną osobę, a nie znać tylko jej ksywkę (zmyśloną na potrzeby posta) lub numer IP. A jak jest adres i mail, to już pełnia szczęścia. Świadczy to także o tym, że autor pisze z podniesioną przyłbicą.
Niemniej rozumiem oburzenie wobec tych, którzy podpisują się samym adresem. No cóż – tak jak w przypadku poprzedniej notki, chyba to, co wynieśliśmy z domu na temat dobrego wychowania, obowiązuje również w sieci.
13 listopada 2007 - 00:34
Cieszę się, że zrobiłeś ten wyjątek dla nazw “odnickowych”, bo musiałbym sobie nowego nicka szukać ;)
13 listopada 2007 - 00:48
ufff, również tak jak Futomaki odetchnąłem z ulgą :-)
13 listopada 2007 - 01:00
Powiem tak – podpisuję się nazwą bloga, bo piszę go raczej anonimowo i nie zależy mi, by znajomi (lub co gorsza współpracownicy) o moim hobby wiedzieli. A wymyślać specjalnej ksywki jakoś mi się nie chce. Follow czy NoFollow – to bez znaczenia. Może ważne jest, że nazwa bloga zapada w pamięć czytelnikom? Może nie zawsze chodzi o wyższy PageRank czy coś takiego. Czasami zwykły Brand Awareness bywa lepszy… chyba…
13 listopada 2007 - 07:49
Hmm, ja zazwyczaj podpisuję się imieniem i nazwiskiem, ale jak widać niniejszym czasem robię wyjątki i nie zależy to od jakichs konkretnych okoliczności, raczej pod wpływem aktualnego nastroju.
Nie jestem szeroko znany pod żadnym konkretnym nickiem, czy nazwiskiem (jeśli już to wąłśnie prędzej pod nazwą bloga) i piszę co mi serce dyktuje ;)
Wydaje mi się,że w przypadku zupełnie prywatnego bloga można podpisywać się jego nazwą a nie koniecznie od razu nazwiskiem czy ksywą, czasem właśnie nazwa bloga bardziej identyfikuje autora niż jego osobiste dane i chyba można pozostawic to do jego uznania.
A na Twoim blogu nie ma pola
Imię/nick, jest za to poleNazwa, więc co mam tam wpisywać? ;)13 listopada 2007 - 09:39
To i ja mam usprawiedliwienie ;) Swoją drogą uważam, że tego zjawiska nie wyeliminujesz. Ktoś kto będzie się podpisywał w taki czy inny sposób będzie to robił dalej. Myślę, że to jednak że to tylko odsetek ludzi którzy mają takie zwyczaje, więc problem nie wydaje mi się zbyt duży. Chyba, że się mylę…. to poprawcie
13 listopada 2007 - 10:41
Cieszę się, że spełniam opisane przez Ciebie standardy.
Choć w jakimś sensie pewnie mogę zostać zaliczony do spamerów przez nick umieszczony pomiędzy imieniem i nazwiskiem.
Tym niemniej, piszę z otwartą przyłbicą i mam nadzieję że innych nie wkurza zbytnio mój podpis. :)
Przy okazji, dziwi mnie system komentowania bloxa ponieważ, jeśli ktoś używa innego niż onetowy maila to nie może tego przekazać autorowi bloga. Jest oczywiście link do strony, ale to nie zawsze jest jednoznaczne w interpretacji (poza tym są komentujący, którzy nie posiadają ani bloga ani strony a email i owszem).
13 listopada 2007 - 11:07
@Kuba Faktycznie – poprawiłem pola komentarza :)
@Wesoły Terrorysta – Najwyraźniej nie wszyscy wynieśli te same normy z domu… a szkoda.
@Blogomotive – zawsze możesz uznać, że nazwa bloga jest Twoją ksywką ;)
@reszta ;) Kwestia nicków w domenie wydaje się być (jedynym?) oczywistym wyjątkiem.
13 listopada 2007 - 11:56
A ja już od kilku lat zawsze podpisuję się imieniem i nazwiskiem.
Mnie też irytuje, jak ktoś wpisuje “cokolwiek” w miejscu na podpis, ale jeszcze bardziej wkurza mnie, jak nie wpisują tam nic (tzn jakiś trzykropek, albo inne znaki). Ale tak robią chyba tylko te osoby, które nie znają za dobrze internetu i się go boją.
Ale żeby bać się podać chociażby imienia? Ja bez obawy podaję nawet wszędzie adres. Bo niby dlaczego miałbym nie podawać? Skoro jest w książce telefonicznej, to dlaczego miałby nie być i w sieci? ;)
13 listopada 2007 - 13:19
Łukaszu Więcku – strach przed podawaniem imienia, adresu i innych danych personalnych jest (przynajmniej w moim przypadku) absolutnie uzasadniony. Po prostu pracuję z takimi ludźmi, z jakimi pracuję i nie da się ukryć, że czasami postuję z pracy (rzadko, ale jednak…). Nie chcę, by ktokolwiek z firmy się dowiedział. Bo po co? Nie piszę bloga, który buduje moje CV i kompetencje w branży marketingowej. Piszę sobie na boku, na luzach, bez zadęcia… a wiem, że ludzie to wilki. Nie każdy jest w stanie to zrozumieć…
13 listopada 2007 - 18:44
Dobrze obstawiam, że następna notka będzie miała tytuł “Jak czytać bloga” z wypunktowaniem wszystkim możliwych scenariuszy? ;-)
13 listopada 2007 - 18:48
Eri jak ktoś nie umie czytać to mnie to za specjalnie nie boli ale kiedy wypisuje głupoty to już mnie zaczyna irytować! :]
Jeśli idzie o czytanie – wyręczę się taką dykteryjką:
13 listopada 2007 - 20:37
Wszystko racja, z jednym wyjątkiem: to że linki mają nofollow w praktyce oznacza, że nie przenoszą PR za to anchor jak najbardziej. Czyli z punktu widzenia SEO, czy tego chcemy czy nie, to ma sens.
6 września 2008 - 23:13
Ha ha ha! Wyobraziłam sobie, że zamiast przedstawiać się imieniem i nazwiskiem – przedstawiam się nazwą bloga i teraz “rogal” nie schodzi mi z twarzy.
-Cześć, jestem Asia.
- A ja jestem Stara Szafa.
Chyba wybrałam złą nazwę, niezbyt nadaje się do spamowania (aczkolwiek wymieniona Asia pewnie by to zapamiętała).