Robert Krasowski lubi być całowany w odbyt
Ostatni tekst – o demaskowaniu Kataryny – to przede wszystkim obrona Dziennika i próba ukazania drugiego punktu widzenia. Nie zmienia to faktu, że (moim skromnym zdaniem) Dziennika przekroczył jednak przepisy ustawy o ochronie danych osobowych (ale nie jestem wybitnym znawcą w tej dziedzinie). Jednak dokładnie w tym duchu pozwoliłem sobie odpowiedzieć na pytanie zadane w serisie ZapytajEkspertów.pl. Wracając do sprawy Kataryna vs. Dziennik i tytułu wpisu – naczelny Dziennika opublikował List otwarty do obrońców Kataryny.
Naczelny Dziennika pokazał swoje prawdziwe (jak domniemuję) oblicze. Prostego, zakompleksionego chama, który gotów jest się popłakać i polecieć do mamusi bo kilku chłopców z sąsiedniego podwórka go przezywa. Najpierw obraził sie na wszystkich internautów: Mający coś do powiedzenia forumowicze są w mniejszości, dominują natomiast frustraci, a następnie (jak typowy dziennikarz) na samym końcu tekstu w postscriptum przeprosił: Przepraszam większość internautów za powyższy list. Ręce i spodnie opadają. Jak słyszę, że dziennikarze to tacy zajebiści profesjonaliści, a następnie czytam takie płacze dziesięciolatka podszyte ćwierć inteligentnymi porównaniami do postaci z literatury, to rodzą mi się w moim małym blogerskim móżdżku poważne wątpliwości co do tego… profesjonalizmu co poniektórych.

Jednak choć raz spójrzcie na siebie chłodnym okiem. Niczego wielkiego jeszcze nigdy nie zrobiliście, niczego ważnego nie odkryliście, żadnej afery nie ujawniliście. Każdego dnia czujecie się jak Neo z Matrixa, włączacie komputery i myślicie, że walczycie z całym światem. Ale jaki cios temu światu zadaliście? Wymieńcie jeden Wasz sukces, jedną ranę, która zadaliście elitom, których tak nie znosicie. Nie ma żadnej. Brak wam do tego kompetencji, siły i odwagi. Jedynie anonimowo opluwacie wszystko i wszystkich. Jesteście jak Lucuś z opowiadania Mrożka, który codziennie wracał do domu i czuł się bohaterem, bo na drzwiach kibla wypisywał buntownicze hasła.
Ja bym tam proponował jednak zacząć czytać te nieszczęsne blogi, zanim zacznie się je krytykować! Tak z czystej przyzwoitości bo do rzetelności dziennikarskiej chyba nie mam się co odwoływać! Dajmy na to taki case PKO i danych osobowych… Drobiazg prawda? Te teksty, które naczelny puszcza mimo, że zostały z kopiowane od blogerów to pewnie też nic czym należało by się przejmować.
Boicie się, bo po raz pierwszy w Waszym heroicznym życiu pod własnym nazwiskiem wypowiecie swoje poglądy. Drodzy bohaterowie, my dziennikarze codziennie to robimy.
No jaaasne! Podpisując się AK, MM, CR, albo “źródło: PAP”. Większość poważnych blogerów pisze Panie Naczelny pod własnym imieniem i nazwiskiem, nie chowamy się za 2 literami, które w najlepszym wypadku są inicjałami.
Szydzicie z nas, ale czy wiecie, że dwa przegrane procesy oznaczają odpowiedzialność karną? Wiecie, że większość z nas ma na głowie wiele takich procesów?
Nie wiem w jakim świecie żyje szanowny Pan Naczelny, ale mnie zawsze uczono, że ilość wytoczonych danemu człowiekowi procesów nie koniecznie przekracza się na należny szacunek. Przykładów w polskiej polityce znajdzie Pan Redaktor aż nadto. Natomiast jeśli takie normy odpowiadają Panu to proszę bardzo, ale proszę nie wymagać od pozostałej – zrównoważonej psychicznie – części społeczeństwa analogicznych przekonań.
Raz pisze pan, że My internauci nic wielkiego nie zrobiliśmy a za chwilę stwierdza Pan: W wielu krajach, także w Polsce, jednostka jest za słaba w porównaniu z władzą, z potężnymi koncernami, prawo często jest tylko iluzją. Internet jest więc siłą, która może patrzeć władzy na ręce. Czy tylko ja tu widzę sprzeczność?
Macie pretensję, że szantażowaliśmy Katarynę, ale prawda jest taka że wysłaliśmy jej informację o tym, że wiemy kim jest i chcemy pogadać. Dla “Lucusiów” to koniec świata, ale drodzy bohaterowie, tak właśnie wygląda prawdziwe dziennikarstwo. Tak się namawia ludzi do przekazywania informacji.
Czyli prawdziwe dziennikarstwo zasadza się na szantażu? Nie wiem co na to Pańscy koledzy po fachu, ale Ci dziennikarze których znam mają – delikatnie rzecz ujmując – nieco odmienne zdanie na ten temat. Cóż, pewnie nie są profesjonalnymi dziennikarzami.
Mówicie, że nie mamy prawa ujawniać Kataryny. Pan wybaczy, ale (IMO) to akurat nie tyle mówimy my, internauci, co ustawa o ochronie danych osobowych (Dz.U. 1997 Nr 133 poz. 883).
Dlaczego nie możemy pogrzebać w Waszych życiorysach i sprawdzić, kto z kolei Wam płaci? No i masz! Znowu jakaś teoria spiskowa. Panie Redaktorze mam cholernie smutną wiadomość: spóźnił się pan. Ktoś przed panem już sprawdzał jaka to mroczna siła stoi za blogerami – proszę bie sprawdzić jaka to tajemnicza, zła siła wspiera blogerów.
I dalej, że jesteśmy za mali, żeby Wszechpoteżny i Wszechzajebisty Pan Redaktor Naczelny wysyłał do nas SMSy. Po pierwsze primo Jaśnie Panujący Naczelny chyba nie wie, jak łatwo się skontaktować z blogerem, jeśli tylko dziennikarz ma odrobinę kultury i rozumu – tu cała masa przykładów! Po wtóre Moje imię, nazwisko i informacja o prowadzeniu tego bloga są danymi osobo… nie ważne z tym tematem ma Pan jednak wyjątkowe problemy, więc łaskawie przemilczę.
A na deser stwierdzenie: Podobno kultowym filmem w Waszym światku jest Matrix. To świetnie pokazuje Panie Redaktorze jaką wiedzą o internecie i internautach Pan dysponuje – w dużym przybliżeniu zerową!
Jeśli nadal wiedza dziennikarzy będzie tak opłakana (por. Wszyscy dziennikarze znają się na web2.0) to nie wróżę rewelacji. Sieć pochłonie prasę drukowaną a tacy pseudo-dziennikarze nie przetrwają. Może nie ma tego złego…
obrazek z funnypics.allhere.com
UPDATE: 25/05/09
Na twitterze pojawił się link do takiego obrazka:





Komentarze
Dodaj swój komentarzMnie rozwaliło to:
“Mówicie, że nie mamy prawa ujawniać Kataryny. Otóż mamy, nie zrobiliśmy tego tylko dlatego, że nie chcieliśmy wystąpić w roli sojuszników władzy.”
To jest bezczelne, prostackie kłamstwo w żywe oczy. Kolesie cały czas powtarzają, że “nie zrobili”, ale zaklinanie rzeczywistości nic nie da – napisanie, ile ktoś ma lat, gdzie mieszka, gdzie pracuje i czym się zajmuje, to ujawnienie jego personaliów – to, że nie podali samego nazwiska nic nie zmienia.
Jest jeszcze art. 16 pkt 2 prawa autorskiego, w którym jasno stoi, że autor ma prawo “oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo,”. Sam napisałem u siebie, co sądzę o tym liście Krasowskiego.
Dziennik po prostu próbuje odwrócić uwagę, od tego, że złamał prawo. Na Twitterze (nie pamiętam już kto) padało, że Rada Etyki Mediów ma się tą sprawą zająć.
Pewnie wiele osób zaczęło ignorować Dziennik, za sprawę Kataryny ale po tym liście Dziennik narobił sobie wielu wrogów, oni chyba tylko to potrafią robić.
Parę ładnych kwiatków mu wytknęłeś. Moje ulubione to: “Wymieńcie jeden Wasz sukces, jedną ranę, która zadaliście elitom, których tak nie znosicie” oraz “Dlaczego nie możemy pogrzebać w Waszych życiorysach i sprawdzić, kto z kolei Wam płaci?”
Podpisuję się oboma rękami pod podsumowaniem tekstu. Pan redaktor nie skonsultował chyba tego listu lub osoba/osoby, z którymi konsultował bały się powiedzieć mu prawdę między oczy.
Dobra robota Paweł!
@popydo no właśnie o to chodzi, że bezczelny-naczelny gazety na D. nie ma pojęcia o tym czym są dane osobowe! To nie musi być imię, nazwisko, adres.
@Gizmo a najlepsze, że (jak widać) idą w zaparte!
@Paweł Nowak Dzięki :)
Szczerze? Sprawa wygląda na mocno sztucznie pompowaną – przez Dziennik. Ot, chcieli zaistnieć nieco po tej stronie monitora i powrzucać blogom (bo prawdziwy dziennikarz, panie, to wyłącznie w gazecie, tudzież radiu). No, ale na takie zagrywki to trzeba mieć jaja, a nie być frustratem, który publicznie płacze i szlocha, bo go różnej maści “czułe wojtki” zjechały w komentarzach. Nie darzę blogerki K. sympatią, ale widzę, że za dogryzanie jej wzięli się jacyś amatorzy… Więc mam nadzieję, że nic sobie nie robi z ich ujadania.
No, chyba, że Dziennik (albo Axel) zacznie się zachowywać jak prawdziwy mężczyzna, który nie boi się odpowiedzialności za swoje słowa, bo wie, że racja jest po jego stronie. Ale tym fircykom chyba nieco brakuje…
To pisałem ja, plaga polskiego internetu:)
To jaki jest nasz kultowy film? ;)
@Adam no ponoć Matrix…
Mało komu udało się tak pobudzić blogosfere i internet, tak temu naczelnemu. To chłopak się “zasłużył”.
Dawanie tego typu tytułów i zdjęć służy utrwalaniu idiotycznych stereotypów o blogach. Czemu nie można utrzymać rzeczowego stylu dyskusji?
Interesuję się polityką, ale pierwsze usłyszałem o Katarynie przy tej okazji, a w życiu chyba nie miałem w ręku Dziennika. Myślę, że nie ja jeden. Sprawa jest rozdmuchana ponad miarę. Jedyny interesujący wątek, to zaistniałe wokół tematu starcie blogosfery z dziennikarzami. Jestem za blogosferą, ale… wygląda to nędznie. Dziennikarze jacy są, to nie od dziś wiadomo. Tyle, że blogerzy też w tej sytuacji nie mają się kim pochwalić. Kataryna zwiała. Janke od S24 zachowuje się jak mazgaj. Nie wiadomo o co im chodzi. Rzetelność obojga też nie została jakoś zweryfikowana a tylko milcząco przyjęta, na co zwracam uwagę, bo potem może być łyso. Żadne z nich nie nadaje się na symbol, o który warto kruszyć kopie ani chyba wcale nie chcą być stawiani na piedestałach. Ich pieniądze na życie pochodzą ze sfery maistreamu mediów i to jest chyba główny konflikt – kasa i wpływy. Prasa traci przez blogosferę i walczy z tą jej częścią, która też jest zakorzeniona w tradycyjnych mediach a tylko wykorzystuje internet jako dźwignię. Niech się żrą miedzy sobą, normalsi powinni to zlewać.
Pingi i Trackbacki
Zawartość cukru w medialnym cukrze, rzecz o “pewnej blogerce”…
Długo zastanawiałem się czy w ogóle napisać o sprawie „pewnej blogerki” i „pewnej gazety codziennej”. Fajnie oczywiście byłoby się podłączyć pod temat… ale zrezygnuje. Sam się ocenzuruje.
……
[...] czas temu kij w mrowisko wsadził naczelny Dziennika, a teraz tematem sieci zajął się redaktor Żakowski – związany z Przekrojem (tak, [...]
[...] zabijał. Tak było miło, ale marnie się zakończyło – zaproszeniem dla czytelników do „kontaktu z 4 literami” redaktora. Ale ta wyzwolona psychoza jakby dalej się tliła się i wybuchła, w Tok FM, gdzie [...]
[...] flakżyczenia – ale skoro część mediów nie rozumie co to jest internet a internautów prosi o całowanie w dupę to czego możemy [...]