Rozmowa z Jackiem Gadzinowskim o nowych i starych mediach
Jeszcze przed urlopem rozpoczęliśmy z Jackiem rozmowę o starych i nowych mediach. Niestety nie zdążyliśmy skończyć przed moim wyjazdem do Zielonej Góry, ale na szczęście rozmowa wcale się nie zdezaktualizowała. Co więcej, w kontekście ostatnich wydarzeń – wzrost ruchu na serwisach mikroblogowych, szybki wzrost ilości użytkowników Twittera, FaceBooka czy polskiego Blipa – staje sie ona tym bardziej interesująca.
Paweł Lipiec: Możesz w 2 zdaniach przybliżyć swoją osobę czytelnikom WebFan.pl?
Jacek Gadzinowski: Jacek Gadzinowski: Od blisko 12 lat zajmuje się różnymi aspektami komunikacji, m.in dziennikarz, PRowiec, marketer, kupiec/negocjator, bloger, pracownik agencji reklamowej. Pracuje twarzą, tekstem, strategią, taktyką, koncepcją.
Dlaczego “stare” i “nowe” media są sobie przeciwstawiane? Uważasz, że “nowe media” to ewolucja czy rewolucja w mediach?
Różnią je narzędzia, twórcy jak i samo tworzywo. Ale w zasadzie medium, jest zawsze medium, poprzez informację, analizę i zaangażowanie.
Nowe media uważać można jako rewolucje, w dziedzinie komunikacji, jej szybkości, zaangażowania oraz decentralizacji, demokratyzacji przekazu.
To również może być to szansa na ewolucję, którą przejdą lub już przechodzą stare media adaptując, to co najlepsze z nowych mediów do swojej codziennej działalności. Jest to możliwym, jeśli oczywiście nie będą ich (nowych mediów) trywializować, odrzucać lub nie zauważać. Po takich dyskusjach jak np. tutaj gadzinowski.pl – smiecio-newsy w mediach a sprawa iranu mam sporo wątpliwości, czy jest zrozumienie czy raczej przekonanie o “oblężonej twierdzy”.
Można sobie dalej żyć w przekonaniu że tradycyjne media są super, nieomylne, najlepsze na świecie. Co z tego, jak przestaną je kupować ludzie i z nich korzystać?
Czy nowe media takie jak Twitter, facebook czy nasz blip zmienią oblicze mediów tradycyjnych?
Jak najbardziej tak, ponieważ zmienią media od wewnątrz. Poszerzą się możliwości reaserchu, szybkości zdobycia materiałów czy dotarcia do ludzi z którymi można wejść w interakcję. Wzmacniają siłę przekazu i możliwości jego dotarcia do większych rzeszy odbiorców komunikatu. W zasadzie to szansa na odrodzenie starych mediów! Wymaga to oczywiście zmiany formuły newsroomów czy też redakcji, które muszą uleć cyfryzacji. Selekcja informacji, sprawdzanie źródeł zawsze pozostanie ważnym.
Czy to jest realny scenariusz? Wydaje się, że większość “starych” dziennikarzy nie pała miłością do nowych (internetowych) narzędzi?
To nie jest kwestia udowadniania kto jest lepszy czy mądrzejszy, bardziej na czasie czy bardziej opiniotwórczy. Narzędzia którymi posługują się nowe media mogą w znaczący sposób wpłynąć na “odświeżenie” tradycyjnego dziennikarstwa i odwołać się do jego korzeni. Jeśli nie będzie zrozumienia tych podstaw oraz adaptacji narzędzi, dla niektórych mediów i dziennikarzy może niedługo zabraknąć miejsca na rynku. Odbiorca treści już dzisiaj decyduje, że stare media (zwłaszcza prasa) muszą szybko zmienić swoją formułę. Media nie mogą się zachowywać jak cechy rzemiosł, które chronią dostępu do swojego rynku. Zresztą, jakiego rynku? Przy sytuacji, że każdy może być dzisiaj nadawcą informacji, taka postawa to anachronizm.
Nie uważasz, że nowe media w większości przypadków jednak tylko przetrawiają wiadomości zdobyte przez redakcje tradycyjnych wydawców?
Jest w tym twierdzeniu jak najbardziej prawda. Niemniej jednak nowe media to nie tylko przetrawianie i wklejanie linków, zamieszczania zdjęć lub linków, tekstów. To cały czas całe spektrum własnych opinii, prezentacji własnych materiałów autorskich – zdjęć, opracowań czy też wpisów na blogach. Nowe media mogą być szybciej tam, gdzie stare nie mają możliwości dotrzeć. Sadzę, że oba rodzaje mediów mogą doskonale ze sobą koegzystować, czerpiąc nawzajem z siebie. Znowu to podkreślę, bo uważam że ważnym jest zdrowy balans (szybkości, demokratyczności oraz weryfikacji, analiz)
Trudno będzie o taką koegzystencję w sytuacji kiedy mainstream wstydzi się czerpania z internetu. Jeśli już się zdarzy pokazanie w TV materiałów znalezionych w sieci to nie są podpisywane adresem czy nickiem autora – w najlepszym przypadku mamy mały podpis źródło: internet. To tak jak bym napisał źródło: książka!
To choroba znana też Internetowi, czyli podawania źródła ale nie linkowania go. Duże organizmy: portale, vortale tematyczne czy e-commerce (w Polsce) boją się że “klik” oznacza utratę czytelnika, potencjalnego kupca. Dziwne to spojrzenie, skoro istnieje całe spektrum informacji a przeciętny internauta jest na tyle świadomy, że jeśli będzie chciał wyszukać zamiennik usługi czy informacji, to ją znajdzie. Nawet jak mu to utrudnimy, to szybciej jeszcze ucieknie – z przekory i dla zasady.
Wracając do mainstreamu, myślę że to jest kwestia czasu gdy ta postawa będzie ewaluowała. Na razie kole w oczy postawa zmierzająca do pokazywania zbiorowości (Internet), zamiast blogera, strony www czy opinii z forum. Pokutuje cały czas niska świadomość Internetu i istoty źródeł internetowych, rywalizacja z nowymi mediami poprzez ich ignorowanie i pomijanie. Chociaż to się powoli zmienia, popatrzmy na taki ITI który czerpie dokonania Internautów i pokazuje je (proponując i budując świadomość mediów z grupy ITI). W tym przypadku, jednak na razie jest to tylko promowanie opinii własnych mediów i własnych materiałów, co też nie jest dobre. Znowu dodam, że świadomy widz, czytelnik szybko znajdzie inne informacje a z czasem przestanie korzystać z medium, które utrudnia mu zapoznania się ze źródłami.
Dlaczego tak rzadko zdarza się jawna współpraca dziennikarzy tradycyjnych z tymi “obywatelskimi” a kiedy już się przytrafi (por. webfan.pl/metroblox.html) to traktowane jest w kategoriach jednorazowego, zabawnego happeningu? Mam wrażenie, że potrzebę tej współpracy jak do tej pory zrozumiała tylko jedna strona…
To prawdopodobnie kwestia wzajemnej tolerancji (jej braku), z jednej i drugiej strony nie udowadniania sobie kto jest lepszy lub gorszy. W wielu głowach dziennikarzy z mediów tradycyjnych jest strach, obawa a także niezrozumienie. Obawa o przyszłość, zarobki i karierę zawodową. Jesteśmy w trakcie wielkiej rewolucji komunikacyjnej, która nie dla wszystkich będzie pozytywna. Zostaną na rynku najlepsi dziennikarze i media, te które dostosują się do wymogów szybkiej, transparentnej informacji. Zwłaszcza, że skończył się monopol informacyjny dotychczas zarezerwowany dla mediów, polityków czy naukowców. Zatem jeśli tej współpracy nie będzie, trend “we are the media” w odniesieniu do zwykłych ludzi, zakończyć się może niestety jak wcześniej wspomniałem poważnymi konsekwencjami dla mediów tradycyjnych. Ich obumieraniem, a dla niektórych dziennikarzy wcześniejszą emeryturą lub marginalizacją.
Napisałeś na swoim blogu: “Otóż to Twitter, Facebook, blogi i szereg innych serwisów, informowały w pełni i pokazywały dzień po dniu niepokoje społeczne na ulicach irańskich miast. Natomiast „stare media” albo nie zauważyły tematu, albo go nie umiały zrozumieć albo po prostu zostały zamknięte lub wyrzucone poza granice.” Mogę uwierzyć, że nasze, polskie media przespały temat Iranu, ale chyba nikt mnie nie przekona, że takie molochy medialne jak CNN nie mają w tej części świata żadnego wysłannika i nie mieli pojęcia, że w Iranie wybuchły zamieszki. Niejednokrotnie tego rodzaju informacje pojawiały się w mediach tradycyjnych właśnie w pierwszej kolejności – czemu więc tym razem CNN “odczekał” bodaj dwa dni?
Nie wszystkie media zauważyły temat, marginalizowały go lub pokazywały tylko jego wycinek. Pomijały szczególnie ważny aspekt użycia nowych technologii do wzajemnego informowania się ludzi, którzy nie zgadzali się z wynikami wyborów w Iranie. Rozumiem, że brakło ekspertów… ale w przypadku CNN to był “strzał w stopę”. TV która uchodziła dotychczas za bastion “putting news first” nagle okazała się spóźniona i nie kompetentna. Zabrakło odwagi, zadziała obawa przed wpływem na geopolityczną sytuację lub też “wyszła na światło dzienne” po prostu niska świadomość tego co sie dzieje. Był to błąd, który później próbowano zmyć, uruchamiając machinę ekspertów, pokazując przegląd informacji z mediów społecznych na antenie CNN. Czy skutecznie? Raczej będzie to rzutowało mocno na oglądalności i opiniotwórczości tego medium, widzowie będą długo pamiętać #cnnfail.
W Polsce… oczywiście na swój sposób pokazywano wydarzenia, relacjonowano je. Ale nie tak stanowczo, jak to by sytuacja wymagała. W pierwszych godzinach, dniach wydarzenia te ginęły gdzieś w całej ilości informacji śmiesznych czy mało istotnych. Mówiono o Iranu, ale pokazywano zamieszki na ulicach, często korzystając z krwawych filmów z Youtube. Pominę milczeniem, ignorancję dotyczącą – serwisów społecznościowych czy komunikatorów. Nie widziałem dotychczas dłuższego komentarza (chyba że był przedrukiem, tłumaczeniem) czy głębokiej analizy na ten temat, w polskich mediach mainstreamowych. Gdzie są debaty, rozmowy i opinie ekspertów? Czy tak działają media pretendujące do miana opiniotwórczych?
Obawiam się, że obecnie rządzi w dużej mierze mechanizm pokazany w
gdzie najważniejszy jest pościg za głupim newsem, epatowanie się formą a nie treścią, pokazywanie gwiazdorów i ludzi “znanych z tego że są znani”, tematów mało wymagających, rozrywki i lekkich, nie męczących umysłu, spraw. OK, na to także jest miejsce i popyt ale od mediów tradycyjnych których, wyróżnikiem jest opiniotwórczość widz, słuchacz i czytelnik wymaga znacznie więcej.
Dzięki za rozmowę.
To zapewne pierwsza taka rozmowa, bo temat jak mawiają jest rozwojowy. Być może pojawią się tez rozmowy z innymi blogerami na inne tematy – jakieś pomysły?
Like



Komentarze
Dodaj swój komentarzTVN24 podaje źródła z platformy kontaktowej, jeżeli się to zaznaczy w zgłoszeniu. Tydzień temu pod miejscowością w której mieszkam miał miejsce wypadek. Malutka, lokalna gazetka – a raczej jej strona – a raczej :) – zwykły blog postawiony przeze mnie (kilka dni wcześniej) szybko w oparciu o WordPress zamieścił zdjęcia i szybkie info. Na lokalnym rynku działa masa innych mediów: lokalna TV, duże tytuły prasowe (GW Radom, Echo Dnia) i jeżeli już podały newsa, to przetrawionego i to grubo po północy albo na drugi dzień. W efekcie na ten jeden, ale kluczowy moment, to mała gazetka OKO (przemianowana przez TVN24 na OKO Kozienic, ale nic to ;)) okazała się najmobilniejsza, najszybsza i to ją cytował TVN24 w materiałach z wypadku, podając pełny adres naszego prostego bloga :)
http://www.tvn24.pl/-1,1609148.....omosc.html
Czasami mały może więcej :)
Bardzo fajny wywiad. Niedługo go skomentuje. BTW badaliście prawdziwość swoich tez (np. o braku współpracy mediów z blogerami) empirycznie (czyt. wykonaliście jakąkolwiek pracę w tym kierunku) czy też tak sobie po prostu gadacie.
Bo np. mnie bardzo ciekawi odsetek najpopularniejszych blogerów w Polsce, którzy pracują w mediach lub są ich współpracownikami. Znacie go? Potraficie oszacować?
Mnie ciekawi jeszcze jedna przytoczona teza:
“istnieje całe spektrum informacji a przeciętny internauta jest na tyle świadomy, że jeśli będzie chciał wyszukać zamiennik usługi czy informacji, to ją znajdzie”
Oczywiście o ile zgadzam się, że jest to prawda w przypadku stosunkowo świadomego internauty, to jednak mam wątpliwości co do tego ‘przeciętnego’. Podawanie źródła jako ‘internet’ jest co najmniej wątpliwe etycznie, ale wydaje mi się, że ‘dużym’ może się to po prostu opłacić – zawsze dzięki temu zatrzymują jakiś tam procent odbiorców, którzy poszliby do źródła z czystej ciekawości – a jeśli nie mają podane na tacy, to nigdy się tym nie zainteresują. A w przypadku tych ‘dużych’ procenty są zwykle bardzo ważne.
Ciekaw jestem, czy takie traktowanie źródeł społecznościowych i internetowych po macoszemu to zwykła niewiedza/ignorancja czy wyrachowane działanie obliczone na zysk. Może warto by zebrać kilka takich przypadków i postawić jasne pytania – dlaczego postąpiono tak, a nie inaczej?
czepialski.blox.pl/2009/07/Polscy-blogerzy-zmieniaja-rzeczywistosc-medialna.html
@Radek
Odpowiedziałem, tylko 3 cześciach – blox mi odbił wpis.
@krst
Ile razy, materiał z Wykop, Onet, bloga lub innego miejsca prezentowany w tradycyjnym medium jest bez linku lub czasem bez autora (podane jako internauta). Jedynie słuszne zródło: Internet (?) Czy to jest partnerskie, czy jest to pomijanie – przez – ignorowanie?
Może jest to włąsnie to o czym piszesz, % i skala takich działań, która po prostu się opłaca. Trzymanie ruchu i audytorium tylko u siebie.
@matesky
gratuluje!
btw. nie wiedzialem nawet że tyle śląskich miast jest juz na blip ;) trzeba popierać takie otwarcie sie.
http://marcinnowak.eu/2009/07/.....-raczkuja/
Odnosząc sie do ostatniego akapitu. To nie jest przypadek, że media tradycyjne ominęły temat Iranu. I nie ma to nic wspólnego z “opóźnieniem” mediów tradycyjnych i całą tą dyskusją o nowych i starych mediach. To celowe działanie, wynikające li tylko z przyczyn politycznych. Media tradycyjne od lat są tubą propagandową systemu neoliberalnego, dla którego pokazywanie niewygodnych faktów jest niepolityczne. Koncerny medialne typu CNN, FOX itp. są od dawna na usługach elit rządzących. I to nie ma nic wspólnego z tą dyskusją.
Sam wyrosłem z dziennikarstwa obywatelskiego kilka lat temu. Moja obecna szefowa jest byłą dziennikarką obywatelską (nawet DO roku 2006). Drugi szef dawnym dziennikarzem prasowym całkowicie już zdigitalizowanym.
Nie zmieni się myślenie o nowych kanałach informacji, jeśli w konkretnej redakcji, drużynie nie pojawi się kilu młodszych, znających i korzystających z nich. Nie zmieni się, gdy ktoś w jakiejś redakcji dzięki temu właśnie nie zdobędzie w końcu złotego jajka (analogia z odkryciem ognia przez “jakiniowców”), nie zmieni się, gdy na dobre reklamodawcy nie zaczną proponować “sorry nie chcę na papierze, chcę banner”
Gdziekolwiek się nie pojawiam staram przekonywać, że blogi, mikroblogging, dziennikarstwo oddolne, dyskusje internetowe to potężna siła. Przepraszam za prywatę, ale posłużę się takim przykładem. Rok temu, gdy powstawał portal mmsilesia.pl na Śląsku koledzy z Gazety Wyborczej, Dziennika Zachodniego czy innych “strych mediów” trochę się podśmiechiwali i stawiali na najwyżej pół roku. Oddaliśmy pole internautom, oni kreowali to medium z naszym wsparciem. Robiliśmy wspólne akcje: Fotodeje, Fotowalki, konkursy, flashmoby, edyskusje. Dziś mmsilesia nie tylko jest największym portalem w województwie, ale gigantycznym forum opinii i tematów obecną w “prawie wszystkich” serwisach web2.0 i codziennie “przetrzepywana” przez wspomnianych dziennikarzy w celu szukania newsa czy inspiracji.
Polacy są narodem dosyć mądrym i sprytnym jeśli chodzi o internet, ale jednocześnie media trzymają osoby strasznie konserwatywne. Daję jakieś 5 lat. Istotnym czynnikiem będzie powszechna cyfryzacja społeczeństwa, wzrost PKB i dostępu do internetu (głównie powiaty wiejskie i małe miasta). I za jakiś czas nawet te najbardziej betonowe gazety zaczną śmigać w internecie. Zanim mocno natleniona woda ze źródeł przepłynie całą Wisłę mija również sporo czasu…
Pozdrawiam wszystkich!
Pingi i Trackbacki
[...] z nich zaledwie z niego korzysta). Przy tak marnej rozpoznawalności marki trudno dziwić się, że dziennikarze, czy ludzie mass mediów w niewielkim stopniu korzystają z tych nowinek. niby dlaczego mieliby oni właśnie spełniać rolę ewangelistów tych narzędzi? Skoro sami [...]
[...] opinie z jednostkowych przypadków na całe grupy. Tu muszę przyznać, że moja niedawna rozmowa z Jackiem również nie oparła się tej pokusie, za co dostało mi się po głowie od dziennikarzy, dla [...]