Zrozumieć blogosferę – poradnik dla nie blogujących
O rzekomym konflikcie blogerów i dziennikarzy nie będę pisał z 2 powodów: #1. Napisał o tym Marcin i Irenka i co do zasady zgadzam się z ich wnioskami (o! Radek też napisał!), po #2. brak zrozumienia blogosfery – lub szerzej – sieci nie jest domeną tylko dziennikarzy. Problem ten jest obecny również w innych środowiskach. Co smutniejsze są to te grupy, które ze względu na wykonywany zawód powinny takie rzeczy szybko “łapać” bo z zasady powinna cechować je kreatywność (również w przetwarzania informacji). W kontekście blogów kreatywność i chęć poznania blogosfery jakoś drastycznie spada.
Sfera jeszcze incognita
Leży przede mną ostatni (12.2007) i-biz (dodatek do M&M Polska) a w nim artykuł “Sfera jeszcze incognita” autorstwa Marcina Grządki (PR manager Onet.pl). Pod nim zestawienie tabelaryczne bazujące na badaniach Megapanelu gdzie ładnie mamy podane wskaźniki takie jak ilość użytkowników, odsłon, zasięg etc. Poza tym mamy też ładną ramkę zatytułowaną “Blogerów portret własny”, opracowany oczywiście na badaniach bloxosfery.
W zestawieniach ilościowych nie ma nic złego. Jednak tylko wtedy kiedy czytający je wie jak te dane traktować. Jeśli pokazujemy to zestawienie ludziom, którzy dopiero zamierzają “zainicjować” swój kontakt z blogosferą, to jest to jasny sygnał, że blogów należy szukać na blog.onet.pl (a jakże, przecież tam jest ich najwięcej!) i na bloxie (ew. na googlowym bloggerze).
Czy warto tak patrzeć na blogosferę?
Nie warto! Nie warto ponieważ przy takim ujęciu patrzymy tylko na tzw. długi ogon. Co oznacza, że postrzegamy blogosferę przez pryzmat blogów reprezentowanych w niej silnie ilościowo, ale nie mających znaczenia jeśli spojrzymy pod kątem generowanego ruchu czy zainteresowania internautów (czyli pod kątem jakościowym).
Blogi eksperckie to oczywiście tylko czubek góry lodowej w całej polskiej blogosferze. Jednak to właśnie tego typu przedsięwzięcia budują nowy wizerunek blogów jako miejsca, gdzie powstają także poważne treści, blogów jako alternatywy (lub uzupełnienia) dla mediów tradycyjnych a samych blogerów jako “dziennikarzy”.
Marcin Grządka (PR Manager onet.pl) | Wytłuszczenia własne
To jest podejście, które ukazuje prawdziwy obraz blogosfery. A może powinienem powiedzieć nie tyle prawdziwy jej obraz co obraz tej części która jest najważniejsza z punktu widzenia jej rozwoju czy wykorzystywania jej w działaniach marketingowych czy PR. Dziś (zwłaszcza po wspomnianej “dyskusji” w Agorze) mam wrażenie, że ocena blogosfery odbywa się na takiej zasadzie, że oto zamierzamy zatrudnić Jasia Kowalskiego w naszej firmie (rynek IT) a oceniamy jego kwalifikacje na podstawie dokonań jego pradziadka w sektorze IT!
Im szybciej zrozumiemy (wszyscy!), że blogi można podzielić a setki tysięcy kategorii i każde będą się od siebie znacząco różnić tym lepiej. Na początek warto zrozumieć, że blogi w takim tradycyjnym ujęci pamiętnika pisanego osobiście, “od serca”, to zupełnie inna część blogosfery niż blogi profesjonalne czy eksperckie (czy jakkolwiek je sobie nazwiemy)
Przytoczę jeszcze słowa Pana Pawła Usakowskiego (PR manager Saatchi & Saatchi):
Trudno nie zauważyć, że niektóre blogi są równie opiniotwórcze jak klasyczne media.
I dalej:
Z pewnością niektórym trudno jest przyzwyczaić się do myśli, że z pojedynczym blogerem należy prowadzić równie partnerski dialog jak z gazetą zatrudniającą kilkadziesiąt osób, ale trzeba starać się zrozumieć jak działa świat blogów i serwisów prowadzonych przez pojedyncze osoby. Niedostrzeganie siły tych mediów jest wielkim zagrożeniem.
Wytłuszczenia własne
I proszę zauważyć, że to nie bloger tłumaczy, że ignorowanie kanału informacyjnego jakim staje się blogosfera nie jest rozsądnym pomysłem!
Dlaczego PRowcy nie rozumieją blogosfery?

Bo jak większość społeczeństwa mają oni taki obraz blogów jaki przytoczyłem powyżej – ilościowy. Jak już kiedyś pisałem: Statystycznie rzecz biorąc szukając przykładowych blogów żeby zobaczyć co to jest, nie mając pojęcia o blogosferze, zapewne trafimy na onetowego blogaska, ponieważ tych w sieci jest najwięcej. Problem w tym, że narzędzie służące przeszukiwaniu blogosfery i odnajdywaniu tych wartościowych blogów są mało popularne. A przecie nawet Google oferuje wyszukiwarkę blogów, że o innych już nie wspomnę.
W branży panuje przekonanie, że blogi są już passé, że nikt się na nie już nie skusi. Ale to nie prawda. Ludzie z branży po prostu gonią do przodu i są czasami niewrażliwi na prawdziwe potrzeby internautów. Ludzie kochają blogi i w dającej się przewidzieć przyszłości kochać je będą coraz bardziej.
Bartłomiej Wyszyński (wiceprezes i dyrektor ds. strategii Artegence) | Wytłuszczenia własne
Ponownie do głosu dochodzi obraz blogów w wersji mocno tradycyjnej – te może i są passé. Jednak cały ten strach przed blogosferą bierze się też (takie mam wrażenie) z nieudanych prób wykorzystania blogów w reklamie. Buzz-marketing jest wspomagany działaniami “na społecznościach”, czyli siłą rzeczy również rozmaitymi akcjami inspirowanymi na blogach. Cał trudność polega na tym, że blog jest stosunkowo trudnym narzędziem reklamy. Jak mówi Pan Wyszyński – bloga nie można puścić na żywioł. Taki “buzz-marketingowy blog” musi być stale monitorowany i nadzorowany pod kątem nie tylko pojawiającej się treści ale przede wszystkim komentarzy.
Być może tu właśnie kryje się problem, którego firmy nie mogą przeskoczyć. Nie wykluczone również, że jest to nowa nisza dla blogerów, którzy chcieliby sprzedać swoje umiejętności blogowania “potrzebującym”.
Wniosek dla mnie jest taki, że nie zawsze ilość idzie w parze z jakością i trzeba się poważnie zastanowić, które podejście do danego tematu daje nam pełny obraz sytuacji. To zadanie dla nie blogerów, natomiast My (blogerzy) powinniśmy też poczynić starania rozpowszechnienia mechanizmów ułatwiających poruszanie się po blogosferze oraz innych “ulatwiaczy” (np. RSS) tak aby przybliżyć mniej zorientowanym ten “magiczny świat blogów”.
Wszystkie cytaty za i-biz – grudzień 2007.
Like



Komentarze
Dodaj swój komentarzDobry artykuł Fanatyk. Cóż, ale jak przekonać statystycznego Jana Kowalskiego, że blogosfera nie głównie kolorowe onet.blog’i? Aktualnie czytuję kilka naprawdę ciekawych blogów (m. in. ten) i jak tak patrzę na komentarze, to ani jeden nie jest wystawiony przez zwykłego szarego człowieka nie związanego bardziej z blogami. Cóż, może tak trudno takie eksperckie blogi znaleźć? Wątpię.
@koras
Pytasz – jak przekonać statystycznego Kowalskiego? Oto jest pytanie ;). Autorytetem w tej dziedzinie nie jestem, ale uważam, że najpierw trzeba by coś zrobić z dominacją blogasków onetowych. Oczywiście nie da rady się ich pozbyć – trzeba je więc przyćmić.
Ale jak? Stwierdzam, że trzeba by zainwestować czas oraz wysiłek w rozwój i reklamę takich witryn jak blogowisko.org, uważam bowiem, że w tego typu witrynach tkwi (nie cała oczywiście) przyszłość, a przynajmniej sposób na reklamę tych dobrych blogów.
A fakt, że większość komentarzy na blogach (nie tylko eksperckich) nie jest pisana przez zwykłych Kowalskich wynika raczej z tego, że przeciętny Jan K. swoją przygodę z internetem kończy właśnie na onecie (i ewentualnie na googlach) – nie zagłębiając się w to potężne medium, jakim jest sieć.
A może czas na stworzenie czegoś nawiązującego do “amerykańskiego” plakatu z tego artykułu? Hmm – strona informacyjna dla zwykłego szarego kowalskiego? Ekhyem…
@koras dzięki :)
@Riff ja mam już pewien pomysł, ale to wymaga trochę czasu i wygrzebania sie z pewnych osobistych kwestii.
Riff:
Ja bym właśnie powiedział, że te serwisy agregujące statystycznemu Kowalskiemu nie są do niczego potrzebne – gdyby były, to historia i Blogowiska i Blogfroga i 10przykazań wyglądałaby pewnie inaczej. Zwałaszcza na przykładzie Blogfroga to widać, bo to miejsce niejako sprzęgnięte z bloxem i Agorą (a i podejrzewam, że powstałe “na zamówienie”) – a skoro protekcja jednego z głównych webowych graczy nie pomogła, to obawiam się, że i żadne inne akcje niewiele dadzą. Przyczyn jest pewnie wiele, od wspomnianych potrzeb Kowalskiego zaczynając, na możliwościach techniczno-logistycznych kończąc (wydaje mi się, że nie da się tu osiągnąć jakiegoś złotego środka i zawsze wpadniemy w skrajność: albo ekskluzywności i elitarności, albo masowości, w której wszystko ginie). Podejrzewam zresztą, że z tych samych powodów niedawna inicjatywa blog.pl tak samo może skończyć.
Co do komentarzy, to na blogach dziennikarzy “zwykli szarzy ludzie” komentują, nieraz są nawet większością, ale niemal wyłącznie tam, bo i tematy są dla wszystkich zrozumiałe (zanczy, wszystkim się wydaje, że rozumieją…) i magia nazwisk robi swoje. Poza tymi przypadkami komentują głównie aktywni blogerzy – nie oszukujmy się: po to zwłaszcza, żeby ktoś im się odwzajemnił… I tym sposobem tworzą się pewne kręgi bywających i wizytujących się wzajemnie; jak u Prousta prawie, tylko bez zbędnych bez ceregieli…
Nie wiem, czy w sieci jest najwięcej blogasków. Wydaje mi się, że tylko na Onecie – w Google zbyt wiele ich się nie pojawia. Problem może lezy w tym, że podlotek z Onetu ma znacznie więcej czasu niz ci, którzy szukają rzeczy poważniejszych.
Kiedyś tak sobie myslałem, że jakimś kolejnym etapem byłoby łączenie różnych blogów (ale o uzupełniającej się tematyce), własnie ze względu na to, że w ten sposób mozna by zyskac szerszą grupę odbiorców. Narazie nic takiego nie widać i chyba się za bardzo nie zanosi.
@Hoko
A jakbyś to widział, to łączenie się blogów? W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, aby samemu zrealizować jakiś projekt.
Teraz to trochę “zgłupiałem” – jeśli nie serwisy “agregujące” czy katalogi to co ma pomóc w rozreklamowaniu tych prawdziwych blogów (mówiąc “prawdziwe” mam na myśli “inne-niż-blogaski”)? Zwykłe wyszukiwarki to na niewiele się zdadzą.
Co do ilości blogasków – tutaj trzeba powiedzieć, że tych nie ma aż tak wiele, ale biorąc pod uwagę to, jak się szuka blogów za pierwszym razem to z powodu “przynależności” do polskiego onetu typowe blogaski będą wyskakiwać pierwsze. Chyba, że ktoś prowadzi jakiegoś wyjątkowo niszowego bloga, którego dobrze pozycjonuje i jakiego nie znajdzie się na byle jakim onecie. Wtedy nie ma konkurencji. Jak na złość taka sytuacja jednak wiąże się z tym, że jest dość mały popyt na daną tematykę.
@Fanatyk
Czyżby szykował się przełom? ;)
@Riff mam nadzieję, że tak. I to dwojaki :)
Ciekawy artykuł i ciekawy temat. Jak echem odbija się per analogia problem niszowości literatury fantastycznej. Były jakieś gromy mainstreamu, że sf&fantasy to dzieciaki po empikach w kucki czytają i że to niepoważne i w ogóle takie nie głównonurtowe, co popierali licznymi zestawieniami, tabelkami oraz innymi mutantami z excela. Wyrobnicy nadal tłoczą swoje siermiężne sagi, a wartościowi pisarze fantastyki złapali falę koniunktury wolnorynkowej i wesoło serfując po księgarniach gwizdają na tzw. literaturę poważną, która przyprawia często o przedwczesne wrzody. Prawda jest taka, że ludzie sami wybiorą czego potzrebują bez durnych komentarzy ekspertów od siedmiu boleści.W świetle powyższego, jak to się mówi poczekamy, zobaczymy. Blogaski zawsze będą, przynajmniej do czasu, gdy dresy nie będą już uznawane za strój wyjściowy, a inteligentne działania, choćby na niwie blogowej i tak się obronią. Coś jednak siedzi za skórą, skoro niektórzy przejmują się nazewniczą koneksją trądzikowych gorzkich żalów ze stajni onetu, do swoich inteligentnych i z dużym nakładem pracy i kreatywności prowadzonych blogów. Może nie starcza wszystkim tej inteligencji, czasu na pracę i kreacji i budzimy nad ranem z nocnego koszmaru, w którym nasz ulubiony majstersztyk css stał się nagle różowy? ;)
pozdrawiam
Riff:
“Jak bym widział” to łączenie blogów trudno mi sprecyzować, bo możliwości (w aspekcie technicznym) jest tu mmnóstwo (a i ślepych uliczek, w które mozna przy okazji zabrnąć, też pewnie nie mniej). Przyszło mi to do głowy przy okazji rozmaitych spekulacji tyczących rozwoju blogosfery i, nomen omen, jej współzawodnictwa z “zawodowcami”. Zwłaszcza przy okazji tzw. dziennikarstwa obywatelskiego: to już niejako mamy, tylko że stoją za tym zawsze duzi gracze rynkowi i tę “siłę obywatelską” wykorzystują do własnych celów. Natomiast wydawało mi się, że na tym gruncie powinny wcześniej czy później powstać serwisy stworzone i zarządzane wyłącznie przez tych “obywateli”. I poniekąd kilka takich by się i może znaszło, tylko ze ich siła przebicia jest jeszcze mniejsza niż co poczytniejszych blogów. I to się wiąże z tą reklamą – która niekoniecznie musi pomóc, bo tu trzeba zmieniać ludzkie przyzwyczajenia. Problem dodatkowy jest taki, że naprawdę skutecznymi srodkami reklamy dysponują media tradycyjne, a im z tymi zmianami nie zawsze po drodze.
Serwisy agregujące oczywiście “mają pomóc” – ale inną kwestią jest, czy rzeczywiście pomogą. Tego typu serwisy same nic nie zdziałają, bo warunkiem koniecznym do tego, by odegrały jakąś rolę, jest zaistnienie wśród internautów (nie-blogerów) potrzeby czytania blogów (innych powiedzmy niz te najpopularniejsze – polityczne). I tu, myslę, jest pies pogrzebany. Ludzie w ogóle niewiele czytają, nie maja też zbyt wiele czasu. Jednocześnie ze strony piszących blogi występuje moim zdaniem – sam się kidyś na tym przyłapałem – pewna projekcja życzeń, przekonanie, że wystarczy parę rzeczy zebrać, jednorazowo nagłośnić, i wszyscy się na to rzucą. Blogfrog pokazał, że nawet meganagłosnienie nie pomoże.
Problem leży byc może zupełnie gdzie indziej: w tym postrzeganiu Internetu jako globalnej wioski – co w niektórych aspektach jest trafne – ale na obszarze, w którym się poruszamy, mamy raczej do czynienia z wielością najrozmaitszych wsi, niszy, a niekiedy i zapomnianych kątów. “Najlepsze”, “najwartościowsze” to tutaj pojęcia zupełnie względne, nie ma ani kryteriów tej lepszości, ani też mechanizmów, które byłyby w stanie dokonać rzetelnej selekcji. Może się mylę, ale asekt “agregacyjny” uważam za podwójnie bezwyjściowy – w opzycji do “dwojakiego przełomu” ;)
A jak pisałem (rękoma Grześka) :), że łączenie się to przyszłość to nikt nie słuchał :P
No właśnie :) To porównywanie do Stanów (w tamtym tekście) jest jednak trochę zwodnicze, bo to są nieporównywalne grupy językowe. Nie wiem, czy tego typu serwis polskojęzyczny mógłby pozwolić na “dostatnie życie”… Co do “wielości sojuszy” też byłbym sceptyczny, podejrzewam, że większe wzięcie miałyby serwisy wyraziste, z przyporządkowanymi do nich osobami. Pożyjemy zobaczymy, może na gruncie “blogowj nudy” wyrośnie coś nowego… :)
Czuję,że ostatnio internet się izoluje. Blogi tworzą się dla innych blogerów. Świat poleciał na naszą-klasę :)
Pingi i Trackbacki
Sporo komentarzy i interesujących dyskusji pojawiło się na blogach po piątkowych spotkaniu „Autor! Autor!” w Agorze. Temat, trochę prowokacyjnie zaserwowany przez organizatorów, został poważnie potraktowany, chociaż godz. 14 w piątek to ciężka pora dla blogerów, to jednak byli w przewadze nad nielicznymi dziennikarzami. [...]
[...] mediów tradycyjnych najwyraźniej się jej boją. Nie bardzo widze powody dlaczego? Może dlatego, że jej nie rozumieją, może boją się tajemniczych sił wspierających blogerów, a może boją się obnażania ich [...]
[...] grządka – jak znowu grządka? A już wiem! Marcin Grządka PR manager Onet – o tu jest wpis, który się gugla pod tą frazę [...]